Szkoła w Jharkot

top-right
JHARKOT
PAMIR

W Nepalu, jednym z najbiedniejszych krajów Azji, wciąż wiele dzieci nie ma dostępu do edukacji, nawet w jej podstawowym wymiarze.

W górskiej prowincji Mustangu wyjątkowo trudno jest „chodzić” do szkoły. Wioski oddalone są od siebie o kilka godzin, a czasem o kilka dni marszu. Szkoły publiczne, czyli dotowane przez państwo to rzadkość. Niewielu rodziców może pozwolić sobie na wysłanie dzieci do prywatnych placówek z internatem w Jomson (stolicy prowincji). Dla większości dzieciaków jedyną szansą na naukę są więc szkoły zakładane przez miejscowych nauczycieli lub mnichów.

Taką szkołą jest właśnie szkoła w Jharkot. Powstała w 2000 roku na terenie klasztoru, przy którym od początku lat dziewięćdziesiątych rozwija się znane nie tylko w Nepalu Centrum Medycyny Tybetańskiej.

Szkoła przez 6 lat otrzymywała wsparcie od austriackiej organizacji non-profit: Eco Himal. Środki przeznaczono na nauczanie, budowę skromnych dormitoriów, sali lekcyjnej, kuchni połączonej z jadalnią i łazienki. Dzięki tym udogodnieniom szkoła mogła przyjąć dzieci pochodzące z odległych, trudnodostępnych wiosek leżących na pograniczu Dolnego i Górnego Mustangu. W 2006 roku, po zamknięciu programu prowadzonego przez Eco Himal, istnienie szkoły stanęło pod znakiem zapytania. Tylko entuzjazm dyrektora i doraźna pomoc zaprzyjaźnionych donatorów uchroniły ją przed zamknięciem.

Obecnie szkoła działa jedynie dzięki wsparciu dwóch fundacji: niemieckiej  www.jharkot-project-e-v.de i austriackiej www.musgym.salzburg.at. Jednak możliwości tych niewielkich organizacji powoli się wyczerpują. Potrzeby natomiast rosną. Roczny koszt funkcjonowania szkoły, w której uczy się i mieszka 21 dzieci plus 8 osób personelu to minimum 1, 2 miliona nepalskich rupii (16 tys dolarów). Środków starcza na pokrycie kosztów pobytu i skromnego wyżywienia uczniów, podstawową opiekę medyczną, symboliczne wynagrodzenia dla nauczycieli, kucharza i lekarza oraz na konieczną, coroczną zimową przeprowadzkę szkoły do Pokhary (standard budynku uniemożliwia dzieciom naukę w Jharkot w czasie mroźnych i wietrznych miesięcy himalajskiej zimy).

Bez dodatkowej pomocy nie ma jednak mowy o zwiększeniu liczby uczniów, a chętnych nie brakuje. Niemożliwym jest także zakup bardziej urozmaiconego pożywienia, odzieży, butów dla dzieci, czy sprzętu, który poprawiłby warunki bytowe uczniów. W tej chwili szkoła dysponuje jednym komputerem, mocno zniszczonym kolektorem słonecznym i jednym pięciusetlitrowym zbiornikiem na wodę. Problemem jest też brak miejsca do nauki, zbyt małe i słabo wyposażone sypialnie uczniów, prowizoryczna łazienka. Dwa lata temu powstał projekt nowego budynku szkoły, który uwzględnia wszystkie te potrzeby. Bez zewnętrznego wsparcia nigdy jednak nie zostanie zrealizowany.

Mimo tych wszystkich ograniczeń i niedogodności szkoła w Jharkot jest bardzo radosnym miejscem. Dzieciaki potrafią nie tylko cieszyć się z każdego drobiazgu, ale też świetnie się ze sobą bawić, a przede wszystkim troszczyć o siebie nawzajem. Od urodzenia przyzwyczajone do trudnych warunków nigdy nie narzekają Z apetytem zjadają dal bath, nawet jeśli jest serwowany na lunch i na kolację (jajka, mięso to podawane raz w tygodniu rarytasy). Nawet kąpiel w zimnej wodzie w prowizorycznej łazience na dziedzińcu klasztoru nie jest problemem. To raczej okazja do zabawy. Przegrywa ten, kto jest najbardziej pochlapany. Mokrymi włosami nikt się nie przejmuje. Wyschną na słońcu….jeśli w dany dzień akurat świeci.